Bitwa o Redutę
Złosieja kolejna
Z punktu widzenia
generała armii Khorne'a
Bezimiennego
Bloodsecratora
Rzezią wielką
zakończona
Nam strzelać nie
kazano- wstąpiłem na działo
I wyjrzałem na
pole- tysiąc harmat grzmiało,
Artyleryi
krasnoludzkiej ciągną się szeregi,
Płasko, długo i
głęboko, jako morza brzegi.
Myśmy tylko trzy
skullcannony mięli,
Aleśmy w hero fazie
ostro z nich cięli,
Najemni arkanauci
uciekają przed ostrzałem,
A my ruszamy na
wroga z wielkim zapałem.
Portale otwieramy i
do Khorna modlą się kapłani
A wojownicy biegną
do przodu niczym pojebani.
Lecz śmiertelną
symfonię organiści rozpoczęli,
Nawałnicą kul
slaughterpriesta pochłonęli.
I ujrzałem ich
wodza; dwuręcznym młotem skinął,
I gdy na tarczy go
przynieśli pułk wojska swego zwinął.
Rozlewa się niczym
browar duardińska piechota,
I przemyka się na
flankę wsród pól koloru złota.
Kharadroni do
drugiego księdza walą tęgo,
Strzelają wraz z
całej ich artyleryi potęgą,
Ateuszy armia
dopięła swego beżbożnego celu,
Dokonali
eksterminacji naszego kleru.
Łakomi brodacze
wzrok ku memu bratu zwracają,
Całe szczęście
już wypalili wszystko, co mogli wywalić,
Bloodreaverzy dalej
jak szaleni na przód nacierają,
Gotowi by
krasnoludzkie harmaty w combacie rozwalić.
Lecz nagle, wśród
pijackich krzyków kurz się wysoko wznosi,
Wytaczają się z
popijawy posiłki spóźnione,
W tarcze, topory i
ciężkie kusze uzbrojone,
Do przechwycenia
szarży reaverów na artyleryję się zanosi.
I każdy quallerer
już do twarzy kuszę przystawia,
I każdy z nich na
skullcannon celownik ustawia,
W świstach i
okrzykach trzydzieści bełtów niebo przecina,
Ale jakoś morderczą
salwę piekielna przetrwała machina.
Już z Czasek Tronu
demony radosne wznoszą krzyki,
Nieudane okazały
się najebanych karłów wybryki!
Ale cóż to!? Jak
dziać się to może!? Co za chuje!
Każdy z nich już
żwawo kuszę przeładowuje!
Druga salwa bełtów
leci już do demonicznej harmaty,
Pancerz przebity,
demony wybite, bestie pociągowe usieczone,
Drugą salwą całe
działo na drzazgi rozwalone!
Ależ strzelają te
plugawe krasnoludzkie psubraty!
Tymczasem na flankę
Josef Bugman się doczłapał,
Waląc dalej browara
od niechcenia z kuszy zasadził,
Bełt leci w stronę
naszych; koń go w rzyć wyłapał,
Jeźdzca jego,
samego Archaona, z zrównowagi wyprowadził.
W bloodreaverzy do
wroga dostakują,
Na arkanautów i
kuszników szarżują.
Archaon szarżuje na
wodza wrogiego
Bloodwarriorzy
biegną, ale za daleko są od dzieci Grungniego.
Władca krasnoludów,
spragniony sięga za pazuchę,
Wyjmuje butelkę
XXXXXX Bugmana, a nie jakąś berbeluhę
Już alkohol w
żyłach krążyć zaczyna,
Stąd się bierze
krasnoludzka siła.
Wiadomo jest
wszystkim, że alkohol pity w nadmiarze szkodzi
Ale to, że zabija
tego, który nie pił to rzecz niesłychana,
Krasnoludzki Władca
przed kolejnością combatu zaczyna,
Archaon z kulbaki
spada, po tym jak dziesięć łundów weń wchodzi.
W walce wręcz armie
się już ścierają,
A oni dalej z harmat
napierdalają.
Bloodsecrator, brat
mój został brutalnie zabity,
Przez resztę drugi
skullcannon jest zniszczony.
Wtem wpadają na
skałę ukryci dotąd Kharadroni,
W złoto w całości
odziani, choć niepomalowani,
Aether-Khemist się
wspina; trujące uwolnił gazy,
Endrinriggerzy
wlatują i nitami spuszczają nam razy.
Każdy z nich
sylnik™ do grzbietu ma przyczepiony,
Okrągły niczym
balon i jak dukat złoty,
W prawicy pistolet,
który nitami gorącemi pluje,
W lewicy piłą
aethermantyczną wymachuje.
Od stóp do głów
każdy w pancerz przyodziany,
Kawałka skóry nie
wystaje, nawet pancerzem chronią brody.
Biegną na siebie
ich oficery i nasi bloodwarriorzy,
Im Archaona krwi
jest mało, może nie Grungi a Khorne ich stworzył?
I Dwarf Lord wali
krzepko i Bugman takoż,
I Khemist wali
więcej niż tysiąc razy,
I resztka arkanautów
też nie zostaje w tyle,
Ani kusznicy którzy
walą wszyscy naraz.
Ryk sylników™
słyszę w oddali,
Słońce odbija się
od Warszaw stali,
(bo wiedzieć
trzeba, że tak swoją piłą wojenną nazwali)
Do szarży już
gotowi, w oka mgnieniu pole bitwy pokonali!
Już są przy mnie i
przebiegle okrążają,
Piły ryczą jak
zarzynani beastmeni, eterycznym złotem zasilane,
Ostrza już biegną
szybciej niż Ironjawów batalion Pięści Żelaznej,
Tną Kharadroni
zaciekle i ciało me siekają.
Rękę swoją dwa
metry dalej dostrzegam, to dlatego ruszyć nią nie mogę,
Czaszka rozpłatana;
mózg już wypływa, flaki na ziemi a na ścianie widzę nogę.
W dali widzę Redutę
Złosieja niezdobytą, powiewa Purpurowa Chorągiew na maszcie
zawieszona,
Na pamiętkę naszej
klęski, od dzisiaj Reduta będzie naszymi flakami, potem i krwią
ozdobiona.
Komentarze
Prześlij komentarz